[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=4gH5EP5hcDs]

Pierwszy wrześniowy, a ostatni wakacyjny weekend przekamperowaliśmy w Karpaczu. Mamy ambicję rozbudzić w Dzieciakach ducha włóczęgi, więc ciągamy* je po różnych dziwnych miejscach ku większemu lub mniejszemu zadowoleniu samych zainteresowanych (*niepoprawna forma użyta celowo). One na początku bardzo chcą, potem już mniej, kiedy orientują się, że „zdobędziemy Śnieżkę” znaczy, że będziemy maszerować pod górę przez kilka godzin, a „pochodzimy po Karpaczu” to ni mniej ni więcej jak bite 2 godziny wspinaczki do Karpacza Górnego, aby zobaczywszy Świątynię Wang wrócić tą samą drogą w dół, a kto był w górach ten wie, że schodzi się niekoniecznie lżej. Co gorsza, odmawiamy zakupu pierdół na straganach i każemy zadzierać głowy,
i zachwycać się, i zauważać, i myśleć, i nie marudzić, i przepytujemy potem, i w ogóle co to za wczasy jak się dzieci męczą. Ale wyraźna podjarka na widok liczby 16000 na krokomierzu, jednym tchem wymienione nazwy miejsc, w których byliśmy, kiełbasa z grilla zjedzona na kolację zamiast naleśników i duma z zakwasów pokazuje nam, że nie ma co się cackać –  ziarno zasiane i kiełkuje.

Po drodze mieliśmy pierwszą przygodę z policją drogową. Pan policjant chciał nam wlepić mandat za to, że dzieci nie przypięte jadą. Dzieci dopiero co obudzone maślanymi oczami patrzyły na pana, ja uśmiechałam się ładnie, a Marcin wie, że lepiej nie wchodzić w logiczne polemiki z osobą grożącą ośmioma punktami karnymi
i mandatem 200 złotowym na temat:  co za różnica czy przypięte czy nie, jak nas w bok walną to i tak po dzieciach (nie byłby sobą, gdyby nie spróbował). Ostatecznie pan policjant powiedział, że puszcza nas, bo 73′ to najlepszy rocznik. Tu ja nie chciałam wchodzić w polemiki, bo jeszcze by się rozmyślił i pojechaliśmy szczęśliwie dalej.

*A’propos opowieści o policjantach: usłyszane na CB:  „Z Karpacza w stronę Jeleniej misiaki na sygnale poleciały”. I proszę, można miło? Można. (jestem z rodziny policyjnej, walczę o szacunek dla policji. Taki jestem Don Kichot.)

Spaliśmy na kempingu Pod Lipami*. *http://www.pod-lipami.pl/.Za dobę za cztery osoby z prądem zapłaciliśmy 57 PLN. Miejsce bardzo w porządku, z pełnym zapleczem, niedaleko centrum Karpacza, ale odpowiednio daleko, żeby ci, dla których noc wiecznie młoda, nie przeszkadzali. A było to istotne, bo w Karpaczu właśnie odbywały się Mistrzostwa Polski w Drifcie. Pomijając rzesze młodzieży w golfach i bmw, bardzo fajna sprawa. Jeśli choć trochę lubi się sporty motorowe, samochody, smród spalin i palonych gum oczywiście.
Ja najwidoczniej lubię, bo podobało mi się.

Pogoda była taka se. Generalnie można by skapitulować, gdzie w góry w mgłę, nic nie będzie widać, a jeszcze się rozpada, dzieci się pochorują i takie tam. Ale nie, o nie! Będziemy się hartować. Mniej niż ludzie
w namiotach wokół nas (w nocy jakieś 8 stopni), ale bardziej niż bogacze z Gołębiewskiego.
Kolejką krzesełkową wjechaliśmy na Kopę. Pierwszy raz jechałam – na początku strach, sceny w głowie, że krzesełko wali mnie w łeb albo co gorsza Gosię, jak tu wskoczyć, jak tu wskoczyć, jak tu do cholery wskoczyć
i hops!… Siedzę. Chyba nawet jęknęłam z tego wszystkiego, za to Gosia na kolanach niewzruszona. Inne pokolenie. To samo przeżywałam zeskakując, potem powtórka w drugą stronę. Sama przejażdżka ekstra, cicho, chłodno, spokojnie. Wynagrodziła mi wejściowo-zejściowe katusze.

Na Śnieżkę szliśmy we mgle. Magiczne przeżycie, zwłaszcza dla Madzi: „Tata, to my jesteśmy w chmurze??” Jak sobie uświadomiłam, że faktycznie jesteśmy w chmurze to i mnie zrobiło się tak jakoś… bajkowo. Widzieliśmy jak chmura wspina się na górę. Widzieliśmy jak chmura się rozwiewa i nagle wszystko widać. Widzieliśmy jak chmura nadchodzi i wszystko spowite jest mgłą. Byliśmy nad chmurami, pod którymi była ziemia, a nad nimi niebo. Mieliśmy mokre od chmury włosy. Krótko mówiąc: wszelkimi zmysłami doświadczyliśmy chmury. A mnie zmieniają się gusta – chyba jednak góry?…
Za magiczną atmosferę wędrówki pospołu;)

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNi z tego, ni z owego: sierpniowa Italia 2012
Następny artykułZaległe Krosno Odrzańskie. Lokalne wypady niekamperowe.
Judyta - DreamsOnWheels
DreamsOnWheels czyli Judyta i Marcin, twórcy bloga dreamsonwheels.pl. "Manifest" na temat podróży kamperem: Kamper to możliwosć, bo tak niewiele trzeba – benzyna i jedziesz. Kamper to podróż. Całoroczna. Wliczając planowanie. Kamper to wolnosc. Kamper to poszerzanie horyzontów. Kamper to ucieczka z domu. W domu ludzie umieraja. Kamper to sens życia, jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało. Opisy wypraw pochodzą oczywiście z bloga dreamsonwheels.pl