Przed wyprawą na Fudżi pojechaliśmy do miasta Nikko, jednej z wizytówek Japonii, reklamującego się hasłem: „Nikko is Nippon”, czyli Nikko to Japonia. Samo miasteczko jest niewielkie, w przeciwieństwie do świątynnego wzgórza, gdzie pośród starych, wysokich drzew ukrywają się przepiękne, stare jak świat świątynie. Zwiedzaliśmy Nikko w deszczu, dzięki czemu zdawało się być jeszcze bardziej tajemnicze. I mniej tłoczne niż przy bardziej sprzyjających warunkach atmosferycznych.

(na zdjęciu powyżej: dango, kulki zrobione z kleiku ryżowego, robione nad ogniem, podawane na słodko lub słodko-słono. Pycha!)

Kompleks chramów szintoistych Tōshō-gū powstał wokół mauzoleum poświęconemu ostatniemu z trzech wielkich „zjednoczycieli” Japonii, siogunowi Ieyasu Tokugawie, założycielowi wielkiej dynastii siogunów Tokugawa, których herb Marcin chce sobie wytatuować. Do grobowca Ieyasu Tokugawy trzeba się wspiąć po kamiennych schodkach, wcześniej zwiedzając bogato zdobione świątynie. Łącznie, na terenie Tosho-gu znajduje się aż 55 budowli. Jest co oglądać.

To tu, w Nikko, nad drzwiami świątyni Tosho-gu, wyrzeźbione jest najbardziej znane przedstawienie Trzech Mądrych Małp, których wizerunek kojarzy chyba każdy. W “naszym” świecie przyjęło się interpretować gesty wykonywane przez małpki jako: nic nie widziałem, nic nie słyszałem, nic nie powiem, czyli przymykanie oka na jakieś wykroczenia. Nie o to jednak chodzi.

Nikko, 3 małpy 2

Małpy wyrażają japońskie przysłowie „nie widzę nic złego, nie słyszę nic złego, nie mówię nic złego”. Trzy małpy to: Mizaru, która zakrywa oczy, więc nie widzi nic złego, Kikazaru, która zakrywa uszy, więc nie słyszy nic złego, oraz Iwazaru, zakrywająca pysk, która nie mówi nic złego. Mizaru, kikazaru, iwazaru dosłownie znaczy „nie widzę, nie słyszę, nie mówię” – kto nie widzi zła, nie słyszy zła, nie mówi o złu, tym samym chroni się przed złem. Istniała jeszcze czwarta małpa i imieniu – Shizaru, mającą symbolizować niezgodę na czynienie zła, która zaginęła gdzieś pod drodze. Ponoć została politykiem.

Zrzut ekranu 2016-08-09 o 14.38.28

Nikko leży już prawie w górach, podobnie jak pobliska uzdrowiskowa miejscowość Kinugawa, w której się zatrzymaliśmy.

Kinugawa to bardzo malownicza, spokojna o tej porze roku mieścinka, słynąca z dużej ilości uwielbianych przez Japończyków onsenów, czyli basenów z gorącymi wodami, często płynącymi wprost z naturalnych górskich źródeł.

Nie skusiliśmy się na kąpiel w zbiorowym onsenie, do którego wchodzi się nago po uprzednim umyciu się (osobno panowie, osobno panie). Przede wszystkim dlatego, że do większości onsenów nie są wpuszczane osoby z tatuażami, a Marcin ma jeden. Współcześnie tatuaże są akceptowane, jednak Japonia to kraj przywiązujący ogromną wagę do tradycji, a kiedyś tatuaże były atrybutem członków Yakuzy, japońskiej mafii. Dlatego do dziś w sporej ilości tradycyjnych onsenów tatuaży po prostu się nie akceptuje. Skorzystaliśmy za to z prywatnego onsenu w hotelu, w którym nocowaliśmy.

Hotel był bardzo osobliwy, typowo japoński – ściąganie butów przy wejściu, kapciuszki, szlafroki, maty tatami na podłodze. Obsługujący panowie nie mówili ani słowa po angielsku, a głównodowodzący starał się wtrącać angielskie zdania wynalezione w kieszonkowym słowniczku. Odwracał się bokiem, wyciągał słowniczek, dukał pod nosem, chował słowniczek i z wielkim uśmiechem recytował: have a nice day! To było miłe.

Widać było, że jakieś 20 lat temu hotel należał do bardzo eleganckich. Teraz trochę trącił myszką i z zewnątrz wyglądał, jakby był zamknięty, niemniej jednak wszystko było czyste i dopięte na ostatni guzik. Zwłaszcza prywatny onsen.

Dostaliśmy klucz do drzwi nr 3 na pierwszym piętrze, a razem z kluczem dostęp do pokoju z łazienką, z którego wychodziło się na wyłożony drewnem taras. Tam stała duża kamienna wanna z gorącą wodą. Cykały cykady, szumiała sącząca się woda, lekko kropił deszczyk. Nalaliśmy wina do szklaneczek i zanurzyliśmy się w ukropie, w którym wytrzymaliśmy 3 minuty. Po orzeźwieniu wróciliśmy do wanny. Tak minęło nam 50 cudownych, relaksujących minut z 24 godzin moich niezapomnianych 30-tych urodzin.

Kinugawa, onsen

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułRosja 2016 – Moskwa i region centralny – kamperem 3
Następny artykułRosja 2016 – Moskwa i region centralny – kamperem 4
Judyta - DreamsOnWheels
DreamsOnWheels czyli Judyta i Marcin, twórcy bloga dreamsonwheels.pl. "Manifest" na temat podróży kamperem: Kamper to możliwosć, bo tak niewiele trzeba – benzyna i jedziesz. Kamper to podróż. Całoroczna. Wliczając planowanie. Kamper to wolnosc. Kamper to poszerzanie horyzontów. Kamper to ucieczka z domu. W domu ludzie umieraja. Kamper to sens życia, jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało. Opisy wypraw pochodzą oczywiście z bloga dreamsonwheels.pl