Finlandia ma pecha. Leżąc tuż przy ciekawszej Szwecji i cudnej Norwegii, w plebiscycie na najatrakcyjniejsze państwo Europy Północnej przegrywa w boksach. Sytuację może uratować jedynie św. Mikołaj z reniferami w Rovaniemi. Oraz Helsinki, które były dla nas niemałym zaskoczeniem.

Odwiedzając to państwo trzeba mieć świadomość, że bliżej Finlandii do Rosji niż Skandynawii i to pod każdym względem – dość wspomnieć, że przez 100 lat znajdowała się pod panowaniem rosyjskim, niepodległość odzyskując dopiero w 1917 roku. Wpływy rosyjskie widać wszędzie.

O Finlandii z przymrużeniem oka

Jeśli ktoś, tak jak my, wracając z Norwegii wybiera drogę przez Finlandię, licząc, że pozna ten kraj “po drodze”, bardzo się przeliczy. Jadąc głównymi drogami i autostradami odnosi się wrażenie, że jest to jedno z nudniejszych państw świata. Dlatego zjechaliśmy na lokalne drogi, tuż przy bałtyckim wybrzeżu, z nadzieją na znalezienie jakiejś perełki, ładnego miasteczka, zatoczki, kempingu, jeziora. Z jakim skutkiem? Ale od początku.

A na początku trafiliśmy do bardzo dziwnego baru – jedynego miejsca w odległości 100 km od granicy z Norwegią, gdzie mogliśmy wydać pozostałe nam pieniądze (można było płacić norweskimi koronami). Wcześniej jechaliśmy prostą drogą przez iglasty las, mijaliśmy puste wioski z pojedynczymi domami i spotkaliśmy jednego głuchego łosia. Zaludnienie na północy dość oszczędne.

Łoś, Norwegia

Bar bardzo przypominał klimatem serial “Przystanku Alaska”. Można było w nim zjeść, napić się i zrobić zakupy na najbliższy rok. Pod barem stał autokar z japońskimi turystami, co świadczyło o tym, że jest to jedyne publiczne miejsce w okolicy – po drodze nie było nawet stacji benzynowej.

Przy stołach siedzieli tubylcy i jedli. Menu napisane było jedynie po fińsku, więc zamawialiśmy pokazując palcem na talerze jedzących, a i tak dostaliśmy coś innego. Sprzedawczyni mówiła tylko po fińsku, udało się jednak ustalić, że akceptują norweskie korony, które wydaliśmy na słodycze z muminkami i obiad – kebab z renifera.

Siedzieliśmy przy stole przypuszczalnie z synem właścicieli, tudzież stałym bywalcem, który popijając piwo za piwem, bardzo drogie zresztą, po fińsku tłumaczył japońskim turystom, że jak jest kolejka do damskiego, to niech idą do męskiego, zamiast tłum robić. Specyficzna panowała tam atmosfera, całkiem jednak sympatyczna. A język do niczego nie podobny.

Przylegający do baru sklep był bardzo dobrze zaopatrzony. Można tu było kupić wszystko, co może przydać się fińskiemu rybakowi/myśliwemu, który ma zamiar spędzić tydzień w lesie pod namiotem: wełniane skarpety, rękawice i czapki, wszelkie rodzaje noży (notabene, finek), wielkie mrożone kawały reniferów, mrożony chleb, mrożone kawały ogromnych ryb, zimne piwo i wódkę w końcu. Bo Finowie to naród pijący ochoczo, czego namiastkę mieliśmy okazję zobaczyć w opisywanych barze.

Krajobrazy Finlandii są monotonne, płaskie, nie porywają niczym szczególnym. Dużym zaskoczeniem było dla nas koło podbiegunowe – w Norwegii zrobiono z tego punktu naczelną atrakcję turystyczną regionu, w Finlandii natomiast ograniczono się do ustawienia brzydkiego banera.

Koło podbiegunowe Finlandia

Chcieliśmy dać krainie kilkudziesięciu tysięcy jezior szansę i po długich poszukiwaniach sympatycznego miejsca na spędzenie doby, wylądowaliśmy w okolicach miasta Jakobstad, na kempingu Strandis, nad bardzo brudnym w tym miejscu szkierowym wybrzeżu Bałtyku z jednej strony i równie brudnym jeziorem z drugiej. 

Screen Shot 2015-10-14 at 13.47.22

Kemping był bardzo fajny, choć zdziwiły mnie kabiny prysznicowe pooddzielane od siebie mlecznym szkłem, pozbawione ścian frontowych. W takich warunkach kąpiel przebiega ekspresowo – być może o to właśnie chodzi.

Z kempingu pojechaliśmy rowerami do centrum Jakobstad, korzystając ze świetnych ścieżek rowerowych. Dość ładne miasteczko architektonicznie stanowi połączenie starych, drewnianych domów i budynków postsowieckich. Na rynku trwał pchli targ, na którym mieszkańcy sprzedawali stare ubrania, zabawki, płyty. Na wszystkich ławkach siedzieli ludzie – młodzież, rodziny, staruszkowie i zdawali się bardzo miło, niespiesznie spędzać czas. Ostatnio zachwyca mnie wszystko, co dzieje się niespiesznie, więc na rynku w Jakobstad czułam się dobrze.

Jakobstadt, Finlandia

Jakobstadt 3, Finlandia

Jakobstadt 2, Finlandia

Jakobstadt 1, Finlandia

Do Helsinek jechaliśmy autostradą, na której ruch zdecydowanie się wzmógł. Zdaje się, że większość Finów mieszka na południu kraju, północ zostawiając reniferom, łosiom i fińskim Saamom.

Do tej pory żałowaliśmy, że wracamy przez Finlandię, zamiast nasycić się norweskimi krajobrazami. Helsinki zmieniły ten pogląd.

Helsinki

Na niemieckim forum kamperowym znaleźliśmy namiary na targ rybny tuż przy porcie i blisko centrum, który po 18:00 zamienia się w parking. Mieliśmy pewne obawy przez spaniem w takim miejscu, postanowiliśmy więc organoleptycznie sprawdzić, co to za miasto i czy jest bezpiecznie.

Helsinki 3

Całe Helsinki to miasto na planach rosyjskich. Kiedy w 1812 roku car uczynił z Helsinek stolicę, zaczęto rozbudowywać je na wzór Petersburga. Szerokie ulice i trotuary oraz monumentalne budynki i kamienice dają wrażenie przestrzenności i wielkości. Ogromne place, mnóstwo budynków klasycystycznych i betonowych form socrealizmu, poprzetykanych pięknymi kościołami
i cerkwiami, tworzą miksturę bardzo ciekawą, różnorodną i dają wrażenie tolerancji. Pomiędzy tym wszystkim kosmopolityczna, acz nieprzytłaczająca atmosfera tętniącego życiem i młodością dużego miasta – to mieszanka w naszym guście. Spacerując po ulicach mija się ludzi różnych narodowości, ubranych luzacko, jak się komu podoba, bez zadęcia i bez nudy. A dzięki przestrzenności w rozplanowaniu ulic i budynków, mnogości placów i skwerków, nie ma tłoku, ciasnoty, dzikiego pędu.

Helsinki, Finlandia

Helsinki 2

Po spacerze nie mieliśmy obaw zostać na noc na rybim parkingu. Świetna miejscówka miała jednak jeden minus –  targ, jak to targ, zaczyna działać wcześnie, od 5:00 rybacy zaczynają z łomotem rozstawiać swoje kramy. O 5:10 byliśmy gotowi do drogi – promem do Tallina. Witaj Estonio!

Helsinki to bardzo przyjazne, do życia i naprawdę ładne miasto. Jedno z tych, z których żal wyjeżdżać. A Finlandia? Za mało widzieliśmy, żeby móc ocenić ją w miarę obiektywnie. Nie jest to chyba najciekawszy kraj, taki ot, obojętny. Za to ludzie zdecydowanie ładniejsi niż w Norwegii i nareszcie ludzkie ceny.

Helsinki 1

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKamperem – kierunek Sycylia ….. cz.2 porady raczej praktyczne tu zapodamy
Następny artykułKamperem – kierunek Sycylia ….. cz.3
Judyta - DreamsOnWheels
DreamsOnWheels czyli Judyta i Marcin, twórcy bloga dreamsonwheels.pl. "Manifest" na temat podróży kamperem: Kamper to możliwosć, bo tak niewiele trzeba – benzyna i jedziesz. Kamper to podróż. Całoroczna. Wliczając planowanie. Kamper to wolnosc. Kamper to poszerzanie horyzontów. Kamper to ucieczka z domu. W domu ludzie umieraja. Kamper to sens życia, jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało. Opisy wypraw pochodzą oczywiście z bloga dreamsonwheels.pl