Przylądek Północny to jedno z miejsc-symboli. Nie przyjeżdża się tu dla zapierających dech w piersiach krajobrazów, bo mimo, że widok z klifu robi wrażenie, w Norwegii znajdziemy wiele bardziej spektakularnych miejsc. Nie ma tu nic specjalnie ciekawego do zwiedzania – miasteczko Honnigsvag, do którego można zajechać kilkanaście kilometrów przed Przylądkiem jest ładne, ot
i tyle. Przyjeżdża się tu jedynie dla świadomości, że oto jesteś na końcu Europy. W dodatku wcale nie, bo właściwy koniec Europy jest kilkaset metrów dalej, a i tak są tacy, którzy twierdzą, że gdzieś w Rosji. Albo, że ten norweski wcale nie jest końcem Europy jako kontynentu, bo przecież leży na wyspie. A skoro wyspy też się liczą, to najdalej na północ wysunięty jest przylądek na Wyspie Rudolfa w Ziemi Franciszka Józefa. I bądź tu mądry.

Niemniej, to Nordkapp przez zdecydowaną większość ludzi uważany jest za najdalszy europejski skrawek ziemi, co Norwegowie skwapliwie wykorzystali.  Powstało w tym miejscu Centrum Przylądka Północnego, na terenie którego znajduje się sławetny globus.

Nordkapp

Miejsce zapewne bardzo dochodowe, również za sprawą opłat pobieranych za wejście na jego teren. Samo Centrum to okazały budynek, w którym jest prawie wszystko – od muzeum Nordkappu, przez panoramiczne kino, pokój świateł, restaurację, sklep
z pamiątkami, hotel, kaplicę, po salę pamiątkową poświęconą królowi Tajlandii.  Oprócz Centrum, i reniferów, nie ma na Nordkappie nic więcej.

[learn_more caption=”Bilet na Nordkapp” state=”open”]

Rodzina (2+2): 600 NOK Dorosły: 255 NOK Dziecko (0-14): 90 NOK Bilet zawiera: Parking (również dla kampera), film panoramiczny o Nordkappie, wystawy historyczne, wejście do Jaskini Świateł. Bilet jest ważny 24 godziny. Można zarezerwać online na stronie: http://www.visitnordkapp.net/en/

[/learn_more]

renifery Nordkapp 2

Jednak Centrum, choćby najbardziej wypasione, to trochę za mało, żeby gnać do niego przez całą Norwegię prawie trzy tysiące kilometrów. Jedzie się tu długo, przebywa krótko. Nie mieliśmy jednak wątpliwości, że musimy tu podczas norweskiego tripu dotrzeć i nie usunęlibyśmy tego punktu z programu zwiedzania. Wydaje mi się, że to rodzaj wyzwania – dojechać na Nordkapp. Wiem, że gdybyśmy tego nie zrobili, mielibyśmy poczucie niespełnienia.
Co jest w tym miejscu takiego?

Nordkapp 4

Od koła podbiegunowego krajobraz zaczyna się zmieniać. Robi się pusto, coraz zimniej, roślinność staje się coraz uboższa
w gatunki i kolory. W zasadzie, jedziemy prawie pustą drogą przez biało-brązowo-czarną tundrę, a nad sobą mamy się szare niebo. Trochę straszno, depresyjnie, w niepokojący sposób pociągająco. Zdarzają się też momenty bardziej malownicze – w końcu jesteśmy w Norwegii.

w drodze na Nordkapp
Nagle, z bezkresnego, płaskiego horyzontu wyłania się kopuła Centrum Przylądka Północnego, a przed kamperem przełazi stado reniferów. Pierwsze stado, jakie spotkaliśmy w Norwegii! Potem ganialiśmy to stado po tundrze i badaliśmy, jak blisko możemy podejść. Gdybyśmy poganiali dłużej, może by się nawet dały pogłaskać? Śmieszne zwierzaki, budzą pozytywne skojarzenia ze Świętami Bożego Narodzenia i takie są bajkowe.

renifery Nordkapp

renifery Nordkapp 4 renifery Nordkapp 3

Zdziwiliśmy się ogromną ilością autokarów na parkingu, tym bardziej, że na jedynej drodze prowadzącej na Nordkapp mijaliśmy tylko pojedyncze pojazdy i kilku ekstremalnych rowerzystów. Tymczasem turyści z całego świata jak mrówki tłoczyli się wokół wielkiego globusa, symbolu tego miejsca. Zrobić sobie tu zdjęcie, na którym nie byłoby nikogo obcego, graniczy  z cudem.

Nordkapp 5

Jednak jeszcze bardziej niż liczba ludzi, zdziwiła mnie temperatura. Był lipiec, a ja marzłam ubrana jak na sanki na Syberii, smagana przez polarny wiatr. Nie mogłam tego pojąć, o co kurde chodzi z tym mrozem, przecież jest lato, w dodatku za kilka godzin mam urodziny, naprawdę nie będzie słońca?

Nordkapp 1
Durna jestem z tymi urodzinami, ale bardzo, ale to bardzo lubię ten dzień. Na ogół jest ciepło, bo lubię jak jest ciepło i Absolut
o tym wie, więc w mój dzień w 99% przypadków jest ciepło. W tym roku jednak Marcin chciał, żebym przeżyła coś innego, gdzie indziej, niż dotychczas, żebym doświadczyła białych nocy i postawiła swoje stopy na końcu Europy. Dlatego właśnie główny wyjazd w lipcu, a nie wrześniu jak zawsze, dlatego w terminie moich urodzin, dlatego do Norwegii. Już miesiąc wcześniej Marciś codziennie pokazywał mi obraz z kamer na Nordkappie, przygotowując mnie, że będzie zimno. Mimo wszystko, wierzyłam, że na nasz przyjazd klimat znacząco się ociepli.
I wylazłam na tym cholernym Nordkappie na dwór i zmagałam się z gorszą,  rozkapryszoną stroną siebie. Marcin wreszcie nie wytrzymał i pokłóciliśmy się chwilę po północy w wietrzną białą noc, a wokół nas przechadzały się mgły i renifery. Nie było ani miło, ani pięknie. Za to ta kłótnia zmieniła w moim pojmowaniu siebie samej i podróży więcej, niż dotychczasowe doświadczenia
i 4 lata kamperowania.

Nordkapp
Głupio mi, że dałam się ponieść dziecinnym frustracjom w takim akurat miejscu. Gdyby nie to, inaczej spędzilibyśmy naszą dobę na Nordkappie – poszlibyśmy na globus w środku „nocy”, zobaczyć, jak wygląda otulony przez mroźne mgły. Wznieślibyśmy pod nim toast gorącą herbatą z malinową nalewką za podróże poza Europą, skoro właśnie stoimy na jej końcu. A na koniec, zjedlibyśmy gorące gofry w kawiarni siedząc przy panoramicznym oknie z widokiem na Arktykę.

Bo Nordkapp ma magię w sobie. Trzeba tylko być wystarczająco dojrzałym, żeby umieć to docenić. I nieważne, że to wcale nie koniec Europy.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułSkończyły się wakacje ……… czyli kamperem po Polsce tylko.
Następny artykułKamperem – Sycylia i ……. co dalej? cz.1
Judyta - DreamsOnWheels
DreamsOnWheels czyli Judyta i Marcin, twórcy bloga dreamsonwheels.pl. "Manifest" na temat podróży kamperem: Kamper to możliwosć, bo tak niewiele trzeba – benzyna i jedziesz. Kamper to podróż. Całoroczna. Wliczając planowanie. Kamper to wolnosc. Kamper to poszerzanie horyzontów. Kamper to ucieczka z domu. W domu ludzie umieraja. Kamper to sens życia, jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało. Opisy wypraw pochodzą oczywiście z bloga dreamsonwheels.pl