Tematem wpisu są nie tyle mity, co funkcjonujące w ogólnym obiegu informacje, które albo się nieco zdezaktualizowały, albo od początku były przejaskrawione. Jednocześnie, nie jest to krytyka Norwegii. Żaden z faktów z poprzedniego wpisu, ani poniższych mitów nie ma żadnego znaczenia w obliczu piękna tego kraju.

  • Okropnie droga benzyna – diesel kosztuje w przeliczeniu od 6 -7 złotych. Drogo, ale tyle wszyscy trąbią, że benzyna taaaka droga, że spodziewaliśmy się wyższych cen. Podobnie płaciliśmy w Turcji.
  • Droga Atlantycka – opisy w przewodnikach i zdjęcia w internecie sprawiają, że się człowiek nie może doczekać tej dzikiej jazdy tuż nad rozwścieczonym oceanem o niebiańskich barwach, po niezliczonej ilości mostach. Tymczasem to osiem kilometrów nadbrzeżnej drogi z kilkoma mostami, z których jeden faktycznie jest atrakcyjnie wygięty. Kiedy nie świeci słońce i nie ma sztormu, Droga Atlantycka nie robi specjalnego wrażenia. Trasy o wyższym stopniu atrakcyjności przemierzaliśmy na Lofotach. Więc jeśli ktoś miałby specjalnie zmieniać swoją marszrutę, żeby zobaczyć Drogę Atlantycką, radzę poświęcić ten czas na Lofoty.

Droga Atlantycka

  • Darmowe chatki – czego to się nie słyszy o tych darmowych chatkach dla strudzonych wędrowców, w pełni wyposażonych, z których można korzystać do woli, a jedyną zapłatą jest uzupełnienie tego, co się zużyło. Znaleźliśmy jedną taką chatkę, niedaleko parkingu przy schronisku pod Kjeragiem. Byla to mała drewniana szopa, z brudnymi materacami, butlą z gazem i puszką kawy. Dla piechurów, którzy właśnie przemierzyli kilkadziesiąt kilometrów w mrozie, wietrze i deszczu, nawet taka chatka jawi się pewnie jako raj na ziemi. Mam podejrzenie, że to oni tworzą potem te przejaskrawione legendy.

Chata wędrowca, Norwegia
Oglądaliśmy norweski film “Białe szaleństwo”, w którym główny bohater przemierza zimową Norwegię skuterem śnieżnym i na nartach, i on też znajduję taką chatkę,  w której jest kawa właśnie i co najważniejsze – mały piecyk. Więcej dóbr te darmowe schronienia nie oferują, a opowieści o ładnych darmowych drewnianych domkach z pełną lodówką to bujdy. Bo takie są, i a owszem, ale do wynajęcia, za ok. 500-600 NOK.

  • Piękne Skandynawki – być może to kwestia tego, że raczej omijaliśmy miasta, i jechaliśmy przez mało zaludnione wsie, jednak myślę, że gdyby społeczeństwo było faktycznie ładne, widać by to było i na wsi. Nie wypatrzyliśmy ani ładnej Skandynawski, ani Skandynawa. Sytuacja zmieniła się w Finlandii, gdzie trafiały się ładniejsze jednostki, a diametralnie poprawiła u Bałtów, a zwłaszcza w Łotwie i Litwie. Delikatnej urody, zadbane, ładnie uczesane i niewymuszenie eleganckie dziewczyny spotykaliśmy co chwila. Coś jest w tych Słowiankach, nie ma co.
  • Postój gdzie się da, brak zakazów –  w całej Skandynawii obowiązuje prawo Allemannsretten, na podstawie którego możesz rozbić namiot albo stanąć kamperem gdzie chcesz, nie bliżej jednak niż 150 metrów od czyjegoś domu. W praktyce czasem to jak lizanie cukierka przez papierek. Przy piękniejszych trasach pobocza są wąskie, drogi  kręte, a tereny tuż nad wodą albo podmokłe, albo jest tam pole, albo stoi dom. Pewnie, że można znaleźć miejsce na nocleg za darmo, czasem trzeba jednak poszukać trochę głębiej. A i zakazy się zdarzają.

_IGP1615

Stellplatz Norwegia

Parking Lofoty, A

  • Publiczne toalety – przeczytałam, że toalety publiczne Norwegowie traktują jak wizytówkę swojego regionu, dlatego zawsze są czyste, jest w nich papier i mydło. Toalety na stacjach benzynowych faktycznie są w porządku, ale drewniane wychodki na parkingach w 90% wyglądały i śmierdziały tak, że musieliśmy ze swoimi potrzebami wracać do kampera. A wylewanie kota to też nie taka prosta sprawa, jak się powszechnie mówi.
  • Snus – czyli tytoń owinięty w ligninki, które wkłada się między wargę i dziąsło i ssie. Totalne obrzydlistwo. Jeszcze teraz na samo wspomnienie robi mi się niedobrze. Najpierw zrobiło mi się gorąco, potem oblał mnie zimny pot, w środku cała byłam rozedrgana i powróciła dawno zażegnana choroba lokomocyjna z dzieciństwa. Po prostu czad! U Marcina brak skutków ubocznych.
    Snuss
  • Norweska powściągliwość – nasz kontakt z Norwegami był raczej ograniczony do interakcji w recepcjach kempingowych, sklepach, podczas zwiedzania.
    W żadnej z tych sytuacji społecznych nie zauważyliśmy powściągliwości. Chyba że porównywać ich z Włochami, czy namolnymi Arabami. Na pewno nie są bardziej powściągliwi od nieufnych Polaków. Zagadują, pytają, zdają się być w nierzucający się  w oczy sposób wyluzowani. Nikt nie nadskakuje w sklepach, nikt też nikogo nie lekceważy. Nie irytują się na drogach, nie trąbią. Nie patrzą Ci na ręce, gdy spacerujesz po sklepie z pamiątkami.

Uśmiechnięta Norweżka

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKamperem …….. – podróże małe i duże – Tyniec
Następny artykułKoło podbiegunowe i kolory nocnego słońca
Judyta - DreamsOnWheels
DreamsOnWheels czyli Judyta i Marcin, twórcy bloga dreamsonwheels.pl. "Manifest" na temat podróży kamperem: Kamper to możliwosć, bo tak niewiele trzeba – benzyna i jedziesz. Kamper to podróż. Całoroczna. Wliczając planowanie. Kamper to wolnosc. Kamper to poszerzanie horyzontów. Kamper to ucieczka z domu. W domu ludzie umieraja. Kamper to sens życia, jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało. Opisy wypraw pochodzą oczywiście z bloga dreamsonwheels.pl