Fakt 1.

Jest drogo. Ceny niektórych artykułów zdumiewają do tego stopnia, że parskasz głupkowato stojąc przed półką i stwierdzasz, że w sumie, to nie potrzebujesz chleba. Bo kosztuje ok. 17-18 zł, a jeśli jesz ciemne, to musisz wydać jakieś 20 zł. Podobnie jest z mlekiem i jogurtami – najtańszy, naturalny kosztuje 6 zł.

Podczas kolejnej wizyty w jednym ze sklepów, szłam między półkami i szukałam czegokolwiek, co kosztuje poniżej 10 koron, czyli jakieś 5 zł i można się tym najeść. Znalazłam puszkę z kotlecikami rybnymi, zanurzonymi w wodzie. Stosując się do przepisu napisanego po norwesku na etykiecie puszki, przyrządziłam sos mleczny (mleko z Polski, śmietana to dobro luksusowe za kilkanaście złotych) z groszkiem (z Polski) i makaronem (z Polski). Nie wiem, czy o to chodziło w przepisie, ale było całkiem smaczne.

Wszystko jest drogie. Ryby, mięso, pamiątki, mąka nawet. Czipsy kosztują ok. 13 złotych, piwo prawie 20 za małą puszeczkę. Idziesz do sklepu, kupujesz kilka rzeczy, np. 2 lody, szczypiorek i lukrecjowe cukierki i kabanosa z renifera i 100 koron pękło.

Dlatego przestaliśmy przeliczać na złotówki i zaczęliśmy zwracać uwagę na stosunek cen do ich zarobków. I nagle okazało się, że z perspektywy Norwega wcale nie jest tak drogo, choć nie jest też najtaniej.

Ceny,Norwegia

Cena wody, Norwegia

Cena orzeszków, Norwegia

Cena chipsów, Norwegia

Fakt 2.

To jeden z najbogatszych krajów. Nie widać tego na pierwszy rzut oka. Norweskie domy nie ociekają bogactwem – są schludne, drewniane, podobne do siebie. Samochody mają stare i jest ich mało, czego jednym z powodów jest wysoki podatek, który trzeba zapłacić przy zakupie. Niewykluczone, że przy tak gęstej sieci fiordów i kanałów bardziej sprawdzają się wszelkiego rodzaju łódki, które są raczej nowe. Podobnie kampery – chyba co drugi Norweg ma nowego lub kilkuletniego kampera i ochoczo nim podróżuje po własnym kraju.

Norwegowie ubierają się skromnie, ale funkcjonalnie. Ich odzież musi być przystosowana do dość trudnych warunków klimatycznych, dlatego dominują marki specjalistyczne, a co za tym idzie – drogie. Nawet po przecenach ceny są takie, że oczy z orbit wychodzą. Na przykład, można kupić sweter z warstwą termoizolacyjną za jedyne 1200 zł.  Nie jest jednak tak tragicznie, ubrania w normalnych cenach też można znaleźć, czego dowodem puchowa kurtka i dwie funkcyjne bluzy, które sobie w Norwegii zakupiliśmy w całkiem okazyjnych cenach.

Nie znajdzie się tu takich przejawów bogactwa, jakie osaczają człowieka np.
w Emiratach Arabskich, też żyjących z ropy. Odpowiedź na to, dlaczego, znalazłam w artykule Simena Saetra „Petromania” (w zbiorze artykułów
i opowiadań o Norwegii pt. ” Norwegia. Przewodnik nieturystyczny”, który można za darmo ściągnąć z internetu i który bardzo polecam).

Norwegia. Przewodnik nieturystyczny.

Cały zysk z ropy naftowej Norwegowie odkładają na tzw. fundusz emerytalny, wiedząc, że ropa się wreszcie skończy. Tylko 5 % wydają na inwestycje. Ich bogactwo przejawia się w tym, że przeciętny dzień pracy trwa 7,5 godziny
i zastanawiają się, czy nie skrócić więcej. Mają o kilka dni urlopu więcej niż my
i bardzo, ale to bardzo rozwinięty socjal. Krótko mówiąc, Norwegia jest krajem socjaldemokratycznym na solidnych podstawach, a jej mieszkańcy są świadomi, że bogactwo nie jest po to, żeby je roztwonić. Przejawia się to
w każdym wymiarze życia.

Fakt 3.

Nie są specjalnymi mistrzami kuchni. Nie ma tu naczelnych dań, które są pyszne i których trzeba spróbować. Może oprócz słodkich wafli, a naszych gofrów, znanych w całej Skandynawii. Zjedliśmy raz pyszne fish&chips, ale nie jest to przecież rdzennie norweskie danie.

Fisf&chips, Norwegia

Mają takie swoje specyficzne przysmaki, choć raczej nazwałabym je ciekawostkami smakowymi:

  • lukrecja – jest wszędzie. Cukierki, żelki, gumy do żucia, pastylki odświeżające. Ja tam lubię różne dziwadła, a Marcin to już w ogóle, więc kupowaliśmy różnorakie odmiany i sobie ciamkaliśmy. Lukrecjowe gumy do żucia są na przykład pyszne, a cukierki Tyrkisk Peber tylko dla odważnych.
  • renifery – tak, jedzą renifery. My spróbowaliśmy pasztetu, kabanosa i kebaba – smakują jak dziczyzna, np. sarnina. Spróbowałam zanim zobaczyłam renifera. Teraz, jak już się z nimi zaprzyjaźniłam, trochę by mi było głupio.Tym bardziej po obejrzeniu filmiku w muzeum na Nordkappie, na którym Saam łapie na lasso jednego ze swoich reniferów, za poroże, i ten renifer tak bardzo krzyczy, płacze, a Saam go przytula i zamyka mu paszczę….
  • łosie – też jedzą. Mamy pasztet w puszce, jeszcze nie spróbowaliśmy.
  • wieloryby – też jedzą. To trochę smutne, bo zagrożone są wyginięciem, przez Norwegów głównie, którzy swego czasu wyławiali wieloryby w ilościach przekraczających ludzkie pojęcie i wciąż nie chcą przestać, choć jest to jakoś uregulowane. Nie jestem żadną wwf-owską aktywistką, ale w jednym z muzeów na Lofotach widziałam film z polowań na wieloryby w szczycie ich rozwoju i dość mnie to dotknęło.
  • polecam taki słodki przysmak – prostokątne dwa kawałki miękkiego ciasta, a pomiędzy nimi słodka margaryna albo słodka margaryna z cynamonem. Trzeba to podgrzać aż się roztopi nadzienie i jest naprawdę pyszne. Ale słodkie tak, że nawet nasze Dzieciary nie dały rady zjeść do końca.
  • ryby – szczęściarzami ci, co wędkują, bo co tu dużo gadać, ryby w Norwegii są pyszne. Woda czysta, to jak może być inaczej. Kupiliśmy raz wędzonego łososia i wędzone coś jeszcze, obstawiam, że dorsz (do niczego ten język niepodobny). Raz tez kupiliśmy mrożone rybki na grilla, prawdopodobnie pstrągi, lecz znów, jedynie po norwesku napisy, ale to przecież nieważne, jak się ryba nazywa, skoro jest dobra.
  • i wreszcie – suszony dorsz. Naprawdę jest wszędzie. To naród rybacki jest, wody wszędzie zatrzęsienie, więc łowią. W każdej wiosce i pomiędzy wioskami stoją stojaki na te dorsze, a na nich wiszą tuszki albo same głowy. Zapach charakterystyczny suszonej ryby, ale nie że obrzydliwy, po prostu specyficzny. Kupiliśmy sobie woreczek, pociumkaliśmy, jest ok, ale trzeba długo ciumkać, żeby było ok. Po namoczeniu robi się z tego suszonego dorsza normalna, świeża ryba, którą przyrządza się na różne sposoby.

 

Suszone dorsze, Norwegia

Suszone dorsze1, Norwegia

Marcin z dorszem, Norwegia

A, Norwegia

Fakt 4. Renifery, łosie, wieloryby

Długo czekałam na renifery. Bałam się, że ich nie zobaczę, oszukana byłaby taka Norwegia bez reniferów. Aż tu nagle, jakieś 100 km od Nordkappu zaczęły się pojawiać. Nieśmiało, w oddali, kilka sztuk. Dojeżdżając do Nordkappu przed kamperem przeszło caaaałe stado. I pasło się tam przez cały nasz pobyt. Byłam szczęśliwa.

Ja+renifery, Norkapp

No, a skoro renifery zaliczone, to czas na łosia. Z tymi jest gorzej, bo chodzą pojedynczo i można je pomylić z reniferami, jak nie mają łopat. W końcu jednak, w Finlandii, wylazł nam jeden przed maskę, ledwo wyhamowaliśmy. Głupio to to, włazi na drogę, nie ogląda się za siebie, za to majestatyczne.

Łoś, Norwegia

Z wielorybów widzieliśmy ogon, a Marciś jeszcze grzbiet i tryskającą wodę, kiedy płynęliśmy promem z Andenes na Senję.

Fakt 5. Promy

Uwielbiam je. Najbardziej te na nieco dłuższych trasach, kiedy trzeba opuścić pojazd. Miła przerwa od bycia w trasie.  No i pogadać można, bo tak już mamy, że w trakcie jazdy prawie wcale ze sobą nie rozmawiamy, każdy zatopiony w swoich myślach i drogowych gro-zabawach.

Płynęliśmy kilkanaście razy, przeważnie były to odcinki 10-15 minutowe. Ceny są liczone w zależności od długości kampera i ilości osób. Nasz kamper ma ponad 6 metrów, a jeszcze więcej z rowerami z tyłu, a 6 metrów to długość graniczna pomiędzy przyzwoitymi opłatami za prom, a opłatami wysokimi. Dllatego zawsze podawaliśmy długość 5,9. Dwa razy na kilkanaście przepłynięć się nie udało i musieliśmy zapłacić normalną stawkę (raz bileter roześmiał nam się twarz, raz chciał przynosić miarkę), dwa razy zdjęliśmy rowery, żeby nie być tak bezczelnie długimi. Generalnie, lepiej zaniżać, bo różnice w cenie mogą być nawet dwukrotne. Za krótkie rejsy trzeba liczyć około 120-130 koron za dwie osoby i kampera poniżej 6 m.

Promy kursują kilkanaście razy dziennie, nie trzeba znać rozkładów – poza promem z Helsinek do Tallina. Tu radzę zarezerwować bilet online w dzień poprzedzający. My sobie beztrosko podjechaliśmy na prom o 7:00 bez rezerwacji i niestety nie zmieściliśmy się. Całe szczęście o 7:30 był kolejny, z innymi przewoźnikiem, z tego samego terminala.

Prom Helsinki-Tllin

Na przeprawach wewnątrz kontynentu nigdy nie zdarzyło się, żeby nie było miejsca. Raczej odwrotnie – prom popłynie nawet z dwoma pojazdami i kilkoma pieszymi, a nawet stadkiem reniferów (naprawdę, widzieliśmy na filmiku promocyjnym!)

Kilka razy odpływaliśmy promem z miejscowości, gdzie zdawało się, że nie ma szans, żeby cokolwiek przypłynęło, bo ani żywego ducha nie było. Prom zawsze się zjawiał w przeciągu najwyżej 20 minut.

Prom Nowegia

Prom Sassnitz

Prom, Norwegia

Prom

Fakt 6. Pogoda

Jest chłodno, z rzadka bywa ciepło, często bywa zimno. Lubi padać, całe szczęście nam padało raczej tylko wtedy, kiedy byliśmy w trasie. Na południu cieplej, na wysokości Lofotów i na samych Lofotach wietrznie i raczej zimno, za kołem podbiegunowym zaskakująco ciepło (ciepły prąd zatokowy Golfsztrom), co oznacza, że można ewentualnie zdjąć bluzę. Na Nordkappie okropnie zimno, mgliście, wietrznie i tundrowo – 4 lipca odczuwalna temperatura wynosiła chyba z 2 stopnie. Nie ma co marzyć o kąpieli w morzu, chyba, że się jest morsem.

Wszelkie parawany, wiatrochrony, osłony wskazane.

Fakt 7. Alkohol

Oprócz tego, że jest drogi, można go kupić tylko do określonej godziny, 18:00 19:00 lub 20:00. Potem półki z tym dobrem są zasłaniane roletą. Ponoć Norwegowie lubią sobie popić, dlatego tak reglementuje się alkohol. Rozwiązanie chyba sprawdza się w praktyce, bo nie widać  nigdzie pijanych ludzi.

Cena piwa, Norwegia

Sommersby, cena, Norwegia

Na pewno uciekło mi z pamięci wiele  faktów i aspektów, o których należałoby wspomnieć. Będzie mi miło, jeśli zechcecie zamieścić w komentarzach wszelkie Wasze norweskie obserwacje.

W kolejnej części – mity.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNorwegia 2015. Prolog.
Następny artykułKamperem …….. – podróże małe i duże – Tyniec
Judyta - DreamsOnWheels
DreamsOnWheels czyli Judyta i Marcin, twórcy bloga dreamsonwheels.pl. "Manifest" na temat podróży kamperem: Kamper to możliwosć, bo tak niewiele trzeba – benzyna i jedziesz. Kamper to podróż. Całoroczna. Wliczając planowanie. Kamper to wolnosc. Kamper to poszerzanie horyzontów. Kamper to ucieczka z domu. W domu ludzie umieraja. Kamper to sens życia, jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało. Opisy wypraw pochodzą oczywiście z bloga dreamsonwheels.pl