Mam podstawy twierdzić, że żyjemy na jednej z najgorszych pogodowo szerokości geograficznych. A gdyby tak przesunąć Polskę choćby 1000 km na południe, mielibyśmy drugie tyle słońca, ile mamy. Jakby to było wspaniale…
Dlatego wiele nie myśląc, ściągnąwszy kalesony i dwie pary skarpet, prosto z Salzburga pojechaliśmy do opustoszałego o tej porze włoskiego Grado. Byle na południe, byle nad morze.

ScreenShot001

GRADO
Położone na lagunie nad Morzem Adriatyckim, połączone groblą z lądem Grado leży w regionie Friuli-Wenecja Julijska, w prowincji Gorycja, nad Zatoką Wenecką. Od XIX wieku jest ośrodkiem turystycznym zwanym Słoneczną Wyspą („L’Isola del Sole”).

Grado-1

Początkowo jednak wyspa Grado była warownym portem wojennym dla powstałej w II w. p. n.e. Akweli (Aquieli), która z kolei stała się wielkim portem leżącym na szlaku bursztynowym prowadzącym znad Bałtyku, jednym z najpotężniejszych miast Cesarstwa Rzymskiego – w czasach świetności zamieszkiwało ją nawet 100 000 ludzi.
W V i VI w. n.e. miasto było dwukrotnie najeżdżane, ograbiane i niszczone przez Hunów i Longobardów. Mieszkańcy uciekli na wyspę Grado, a Akwileja teraz jest małym miasteczkiem, liczącym 3000 mieszkańców. Grado z kolei stało się nadmorskim kurortem, które to miano nadał wyspie cesarz Franciszek Józef I w 1892 roku.

Kiedy dojechaliśmy, wiał silny wiatr, nic to jednak nie szkodziło, bo temperatura była plusowa, wszędzie rosły palmy, a powietrze pachniało tak, jak powinno – morzem i słońcem.

Grado-15
[learn_more caption=”Parking dla kamperów”]

W Grado jest wielki, płatny parking dla kamperów prawie nam samym morzem, na który od samego wjazdu kierują znaki. Widzieliśmy budki z prądem, zamknięte o tej porze roku.

Parking dla kamperów

Kamperowanie zimą ma jednak tą zaletę, że znaki “zakaz kamperowania” nie obowiązują i można sobie stać za darmo każdym innym parkingu w mieście, co też zrobiliśmy. Podczas porannego joggingu znaleźliśmy jeszcze jeden parking nad przepływającym przez centrum kanałem, gdzie stało sporo kamperów, wszystkie włoskie.

[/learn_more]

Kiedy rano za za oknem zobaczyłam słońce, morze i brak śniegu, ucieszyłam się niewymownie. Uważam, że każdemu mieszkańcowi Polski powinien obowiązkowo przysługiwać tydzień refundowanych wakacji w ciepłych krajach. Dla zdrowia psychicznego. Zdecydowanie lepiej zrobiło by to społeczeństwu niż rozdawanie pieniędzy górnikom.

ScreenShot002

Dzień zaczął się idealnie. Po joggingu, spacerowaliśmy po spokojnym, lekko sennym Grado, obserwując toczące się życie. Przeszliśmy się deptakiem, poszliśmy nad morze, a potem, wzorem Włochów, usiedliśmy przy stoliku przed jedną z kawiarni, zamówiliśmy kawę i wino, i grzaliśmy buzie. Całkiem przyjemnie wygląda codzienność w kurorcie poza sezonem. Sądząc ze zdjęć w internecie, w miesiącach letnich tłok panuje tu niemiłosierny, a pusta zimową porą plaża latem wypełniona jest po brzegi kolorowymi parasolami.

Po tak obiecującym aperitifie, ruszyliśmy dalej i wieczorem byliśmy już w zachwycającej Padwie.

ScreenShot003

PADWA – miasto pałaców i uniwersytetu
Nie wiem, czy sprawił to święty Antonii w czasie mszy, której byliśmy mimowolnymi świadkami zwiedzając bazylikę, czy duchy studiujących tu od XII wieku znakomitości, w tym rodaków – Kopernika i Kochanowskiego, czy też otoczenie samo w sobie, razem z liczącymi kilkaset lat ogromnymi pałacami, ale zakochałam się w Padwie dość szybko. Do tego stopnia, że najchętniej poszłabym kupić sobie zeszyty i książki w jednym z licznych antykwariatów, zaparkowała swój różowy skuter pod Palazzo del Bo, głównym gmachem uniwersytetu, i usiadłabym w ławce w jednej z sal tego pochodzącego z XVI wieku pałacu. Na przykład tej, w której wykładał Galileusz. Wszystko jedno, co miałabym studiować, byle tu.

Padwa-17
Na ścianach i suficie dziedzińca pałacu zachowały się herby rodowe żaków, w tym polskie, m.in. Jana Zamoyskiego – późniejszego rektora uniwersytetu padewskiego, a potem kanclerza wielkiego koronnego.

Padwa-7

Rozpoczęliśmy nasz spacer od placu Prato della Valle – największego we Włoszech i jednego z największych placów w Europie. Otoczony jest fosą i wiodą na niego cztery kamienne mosty, których przyczółki, podobnie jak brzegi fosy, zdobią posągi zasłużonych obywateli Padwy oraz podarowane przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1789 roku posągi Stefana Batorego i Jana III Sobieskiego.
Dawniej na placu odbywały się targi i jarmarki, teraz to przede wszystkim miejsce spacerów, choć wciąż, przy rozmaitych okazjach, rozstawia się tu stragany z mydłem i powidłem.
Plac otoczony jest pałacami i stylowymi kamienicami, a tuż obok stoi bazylika Św. Justyny, pierwszej patronki miasta.

Z placu Prato della Valle przeszliśmy na Piazza del Santo, na którym dumnie wznosi się Bazylika św. Antoniego.

Padwa-12
Ta wzniesiono w latach 1232-1307 budowla jest wspaniałym przykładem połączenia stylu romańskiego, bizantyjskiego, gotyckiego i weneckiego. Pełne przepychu wnętrze jest jednocześnie zaskakująco przytulne i zachęca do przyjścia na mszę nawet osoby wobec wiary obojętne, a przecudne kolorowe freski zachwycą niejednego estetycznego ignoranta.
Mnie najbardziej zauroczyły przytulone do bazyliki krużganki, wyglądające jota w jotę jak ten, na którym spowiadał się Vito Corleone w “Ojcu Chrzestnym”. Marcin z kolei zatrzymał się na dłużej obok gabloty z kompletnym ubiorem dla księdza, analizując ceny poszczególnych elementów stroju…

[box]

Św. Antoni (1195-1231) był portugalskim franciszkaninem krasomówcą, jego kazania porywały tłumy. Nazywano go „młotem na heretyków”, a papież Grzegorz IX nazwał jego kazania szkatułką Biblii. Ponoć ciało Antoniego uległo całkowitemu rozkładowi – poza językiem. Ostatnie kilka lat życia spędził w Padwie, dlatego to tu znajduje się jego grób, do którego pielgrzymują wierni z całego świata. Jest patronem osób i rzeczy zaginionych, wielu miast (m.in. Lizbony, Padwy, w Polsce – Lublina), dzieci, górników, małżeństw, narzeczonych, położnic, ubogich oraz… podróżnych! Swój chłop.

[/box]

Po wyjściu z bazyliki odbiliśmy w pierwszą uliczkę w lewo, po raz kolejny
w trakcie tego wyjazdu przenosząc się w czasie. Znów do średniowiecza, tym razem jednak do jego bardziej oświeconej, uniwersyteckiej, po włosku renesansowej odmiany.
Szliśmy prawie sami pomiędzy wysokimi kamienicami, tupocząc po brukowanym chodniku. Panował półmrok, rozjaśniany przez słabe, żółtawe światło latarni. Mijaliśmy pracownie malarskie, pełne sprzętów z duszą antykwariaty i wyglądające jak eleganckie gabinety czy buduary sklepy z drogą biżuterią i futrami. Z rzadka skrzypiąc otwierały się ogromne drzwi, a ja miałam wrażenie, że zaraz wyjdzie z nich Petrarka, Dante czy inny Giotto, choć i Kochanowski pod rękę z Kopernikiem i biegnący za nimi św. Antoni mniej by mnie zdziwili niż całkiem zwyczajny, współczesny Włoch w dżinsach i z telefonem przy uchu.
Myślałam, że w tym mrocznym klimacie utrzymana będzie cała Padwa, aż tu nagle wyszliśmy prosto na Palazzo del Bo i tłum studentów rozjeżdżających się właśnie na rowerach do domów. Dalej było już tylko bardziej gwarnie i jeszcze piękniej. Patrząc na mijane dzieci zastanawiałam się, jak ludzie urodzeni w miastach takich jak Padwa znoszą później brzydotę lub w najlepszym razie nijakość większości miast tego świata. Tak wysoko postawiona poprzeczka poczucia estetyki musi mocno zawyżać standardy postrzegania piękna. Być może dlatego Włochy stały się kolebką mody – tu po prostu trzeba ładnie wyglądać, żeby pasować do reszty krajobrazu.

Wśród licznych w Padwie pałaców nie sposób przejść obojętnie obok Palazzo della Regione, ulokowanego pomiędzy dwoma placami handlowymi – Piazza delle Erbe (Plac Zielny) i Piazza dei Frutti (Plac Owocowy) – Pałacu Sprawiedlwości. Ta wzniesiona na początku XIII wieku monumentalna budowla to przykład geniuszu średniowiecznych architektów. Jej cechą charakterystyczną jest niewyobrażalnie duża sala o rozmiarach współczesnej hali sportowej, pokryta drewnianym stropem, nie podpartym żadnymi kolumnami ani wspornikami.
W Sali tej znajduje się „kamień haniebny”, na którym dawniej siadali skazani dłużnicy powtarzając „cedo bonis”, co oznaczało „zrzekam się dobra”. Po takiej deklaracji mogli opuścić miasto wolni. Taką pseudo-karę wymyślił Św. Antoni, aby więzienia nie zapełniały się ludźmi skazanymi za długi.

Do kampera wracałam z żalem. Najchętniej włóczyłabym się po Padwie całą noc, co pewnie zrobilibyśmy, gdyby było cieplej.

[learn_more caption=”Parking Padwa”]

Duży parking tuż przy Prato della Valle. Bez kamperowych udogodnień.

Parking P1
via 35123 Via Lviii Fanteria,
10 EUR/doba

[/learn_more]

PARMA palce lizać – parmeggiano i prosciutto
Tylko dlatego, że tłem była Padwa, Parma nie wywołała w nas ochów i achów pod kątem architektoniczno-klimatycznym, na które jak najbardziej zasługuje. Jednak to tu zjedliśmy pizzę, której smak zapamiętamy do końca życia.

Parma

Klucząc parmeńskimi uliczkami, podziwialiśmy kolorowe kamieniczki oświetlone ciepłym popołudniowym światłem (jeden z najpiękniejszych widoków, jaki znam), aż dotarliśmy do Piazza del Duomo, nad którym góruje romańska katedra z gotycką dzwonnicą. Na zewnątrz katedra wygląda skromnie, zwłaszcza przy wznoszącym się tuż obok, różowym o tej porze dnia, sześciokątnym Baptysterium.

Bogato zdobione wnętrze jednak, jak zresztą wnętrza większości włoskich kościołów, robi ogromne wrażenie, głównie dzięki XVI-wiecznym freskom Antonia da Correggia. Odwiedzanie takich świątyń jest przyjemnością samą w sobie, dlatego z chęcią weszliśmy do kolejnej – o wiele mniejszego lecz równie strojnego Sanktuarium Santa Maria della Steccata.

Parma-2

Idąc w stronę wysychającej rzeki, przeszliśmy przez wielki dziedziniec równie wielkiego, powstałego w 1583 roku Palazzo della Pilotta, o którym początkowo myśleliśmy, że to więzienie lub twierdza. Pałac z zewnątrz nie jest zbyt urodziwy, nadrabia za to rozmiarem. W jego rozległych wnętrzach znajduje się obecnie Akademia Sztuk Pięknych z parmeńską szkołą malarstwa, Biblioteka Książęca, Galeria Narodowa, Muzeum Archeologiczne, Muzeum Bodoni i Teatr Farnese.

Tuż przy jednej z głównych ulic śródmieścia, Via Giuseppe Mazzini, znaleźliśmy malutką pizzerię i przy akompaniamencie głośnych rozmów obecnych tu klientów z obsługą, siedząc tuż przy piecu do wypieku pizzy, dostajemy dwie pyszne pizze ze świeżym prosciutto. Wspaniałe ukoronowanie wizyty w Parmie.

Parma-18

Parma-19

Nowy rok chcieliśmy powitać nad morzem, zachęceni prognozami na najbliższe dni – 15-19 stopni i bezchmurne niebo. Ruszyliśmy zatem w stronę słońca, po drodze wpadając na pomysł: a może tak Cinque Terre?
I było to dobre.

Kto jeszcze nie widział naszego filmiku z tego tripu, oto on:

Więcej o naszych podróżach do Włoch:
Italia 2012

Rzym, listopad 2013

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułZimowa wędrówka przez epoki – Český Krumlov, Linz i Salzburg
Następny artykułStyczniowe słońce nad Cinque Terre
Judyta - DreamsOnWheels
DreamsOnWheels czyli Judyta i Marcin, twórcy bloga dreamsonwheels.pl. "Manifest" na temat podróży kamperem: Kamper to możliwosć, bo tak niewiele trzeba – benzyna i jedziesz. Kamper to podróż. Całoroczna. Wliczając planowanie. Kamper to wolnosc. Kamper to poszerzanie horyzontów. Kamper to ucieczka z domu. W domu ludzie umieraja. Kamper to sens życia, jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało. Opisy wypraw pochodzą oczywiście z bloga dreamsonwheels.pl