Ostatecznie uznaliśmy, że darujemy sobie w tym roku berlińskie jarmarki, mając świeżo w pamięci świąteczną atmosferę z Cottbus. Postanowiliśmy pojechać
w Polskę na spotkanie z Krzyżakami i dzielnym rycerzem Piernisławem, czyli Toruń welcome to. Bodźcem był mecz zielonogórskich koszykarzy z Polskim Cukrem Toruń.

Kopernik, gotyk, pierniki, skrawki skojarzeń z Krzyżakami – to było wszystko, co wiedzieliśmy o Toruniu wyjeżdżając. Mało, ale wystarczająco dużo, żeby bez planu zdarzeń i listy miejsc do zobaczenia, nie obarczeni oczekiwaniami
i koniecznością pójścia tam, czy siam, poszwendać się po tym zabytkowym mieście.

Zanim Toruń jednak, nadrobiliśmy zaległości z podstawówki w Gnieźnie.

W takim sobie mieście, tuż przy dużym, odnowionym rynku, na wzgórzu imienia założyciela miasta i całej Polski w ogóle – Lecha, stoi ogromna katedra św. Wojciecha, czy raczej Bazylika prymasowska Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Dla niej przyjeżdżają tu turyści, których zdecydowana większość to wycieczki szkolne.

2014-12-22 21.33.09

[learn_more caption=”Katedra w Gnieźnie”]

Jej dzieje były burzliwe – to spaliło się sklepienie, to wieże, to odbudowano ją w stylu renesansowym, to w barokowym, to znów spaliły się wieże, ostrzelana w czasach wojny, znów spalona, a wreszcie regotyzowana, co oznacza usunięcie elementów innych stylów architektonicznych, pozostawiając jedynie pierwotny, gotycki. Koronowano tu pięciu polskich królów – Bolesława I Chrobrego, którego pomnik strzeże katedry, Mieszka II Lamberta, Bolesława II Szczodrego, Przemysła II oraz Wacława II Czeskiego.
Najpiękniejszymi według mnie elementami bazyliki są liczne kapliczki wokół naw bocznych. Mniej ładne, za to z pewnością najcenniejsze są ponad tysiącletnie drzwi z brązu przedstawiające żywot św. Wojciecha. Dostępu do nich broni przewodnik i tylko z nim można je zobaczyć – 20 zł kosztuje nabycie wiedzy dotyczącej samych drzwi, św. Wojciecha i odbywających się w katedrze koronacji (bilet rodzinny).

[/learn_more]

Katedra jest wielka i robi wrażenie. Tym większe, gdy sobie człowiek uświadomi, że chodzi po tej samej ziemi, co Bolesław Chrobry. Tereny i budynki wokół niej są odrestaurowane i zadbane, podobnie jak szerokie ulice wiodące do rynku. Kiedy jednak odejdziemy trochę dalej, zobaczymy sklepy Społem sprzedające mydło i powidło, i ekspedientki w fartuchach za ladami. Takie same jak widzieliśmy w Częstochowie. Znajdziemy też budy z chińskimi ciuchami, butami i garnkami. Różni się Polska centralna i wschodnia od zachodniej, a widać to dopiero, jak wsiądzie się w samochód i ruszy spod niemieckiej granicy 300 kilometrów w prawo. Trochę jak wędrówka w czasie.

W Gnieźnie jest kilka stawów, wokół których wiodą ścieżki. Fajne miejsce na jogging, wiatr jednak przegnał nas 100 kilometrów dalej, Szlakiem Piastowskim przez Kujawy do Torunia.

Przekroczyliśmy Wisłę i zrobiliśmy wielkie łaaał. Gotyk na dotyk nie na żarty. Cudne podekscytowanie, które czuję zawsze wjeżdżając do nowego, pięknie się zapowiadającego miasta sprawia, że chciałabym od razu wyskoczyć z kampera
i dać się wchłonąć uliczkom i kamienicom.

Stanęliśmy na parkingu pod kościołem św. Katarzyny, jak radzili camperteamowcy.

Parking pod kościołem św. Katarzyny

I, zamiast od razu iść „w Toruń”, co byłoby bardzo po mojemu, musiałam cierpliwie przeczekać wszystkie marcinowe działania poprzyjezdne, czyli: otwarcie piwa i wybór takiego miejsca na parkingu, żeby antena odbierała. Dodatkowo, pamiątkowa fotografia nie do końca oswojonym urządzeniem.

2014-12-22 21.28.57

Wszyscy nasi znajomi na wieść, że jedziemy do Torunia, kazali iść do Manekina na naleśniki. Nikt nie zachwycał się ratuszem, podwójnym rynkiem, czy Planetarium, za to wszyscy jak jeden mąż Manekinem. Wybór knajpy na obiad był zatem prosty. Znaleźliśmy jeden zagubiony wolny stolik i przystąpiliśmy do wyboru naleśnika wieczoru.

2014-12-22 21.27.22

Fenomen tej knajpy polega na tym, że jest tanio, różnorodnie, prosto
i smacznie. A naleśniki lubi prawie każdy, tym bardziej, jeśli można je popić grzańcem toruńskim.

20141220_160801

Mieliśmy problem ze znalezieniem fajnego lokalu na wieczór. Chcieliśmy, żeby był na rynku, miał wielkie okna skierowane na monumentalny ratusz i dobre piwo. W Toruniu jednak wszystkie knajpy ulokowane są w bocznych uliczkach, zazwyczaj w piwnicach, podczas gdy piękne miejsca z witrynami opanowały banki i salony telefonii komórkowej. Głupio trochę.

W końcu trafiliśmy do piwiarni Jan Olbracht, gdzie sprzedają ważone na miejscu, toruńskie piwo. Bomba.

[box type=”info”] Można kupić piwo butelkowane – 0.33 lub 1 litr. Jeśli jednak chce się litr, trzeba mieć własną butelkę.[/box]

Niedzielę rozpoczęliśmy od joggingu nad Wisłą Bulwarem Filadelfijskim (nooo, jak to brzmi!:)). Była 9 rano, świeciło słońce, a na rynku, przez który przebiegaliśmy, pojawiali się pierwsi przechodnie. Kocham takie chwile.

2014-12-21 10.15.28

Śniadanie zjedliśmy na mieście. Znaleźliśmy dom Kopernika, kupiliśmy pierniki
i zjedliśmy pysznego kurtosza. Weszliśmy do kilku kościołów, oddając tym Świętom to, co ich, czyli chwilę zadumy. Poszliśmy nawet do Planetarium, bawiąc się przednio kosmonautycznymi zabawkami i oglądając przeznaczony dla dzieci spektakl „Gwiazda Betlejemska”, który bardzo nam się podobał.

Celem sprawdzenia wzajemnej uczciwości – znaleźliśmy krzywą wieżę
i próbowaliśmy ustać na palcach zwróceni plecami do muru, co niektórym wyszło, innym nie. Legenda mówi, że kto ustoi na palcach pod ścianą jest uczciwy, a kto nie to nie. Ściema jakaś.

W wieży znajduje się urocza Galeria Przydasie Fundacji Feniks, gdzie można nabyć dzieła niepełnosprawnych dzieci i dorosłych. Kupiliśmy dwa obrazy i drewienko z aniołkami (anioł to symbol Torunia).

20141224_131804~2

Po intensywnym dniu mieliśmy ochotę tylko na drzemkę, pojechaliśmy więc na mecz do nowiutkiej sportowej hali. Mecz wygrany, a ja wciąż wierzę, że kibice toruńscy skandowali „Zielona Góra”, nie, jak sądzą niektórzy, „zielona dziura”.

Po przeczytaniu książki „O wolnym podróżowaniu” Dana Kierana przestałam spinać się przed każdym wyjazdem, że za mało się dowiedziałam, za mało przeczytałam i za mało mam przewodników albo że mapa została na stole w kuchni. Jadąc do Torunia miałam głowę wolną od trosk i od wiedzy, nabywanej sukcesywnie pod wpływem oglądanych obiektów i odwiedzanych miejsc. Tak zwiedzanemu Toruniowi też nie brakuje uroku. Zdecydowanie jedno z piękniejszych polskich miast.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułSlash w Amsterdamie, czyli męski wypad do krainy uśmiechniętych ludzi
Następny artykułNORWEGIA – praktyczny poradnik podróżnika
Judyta - DreamsOnWheels
DreamsOnWheels czyli Judyta i Marcin, twórcy bloga dreamsonwheels.pl. "Manifest" na temat podróży kamperem: Kamper to możliwosć, bo tak niewiele trzeba – benzyna i jedziesz. Kamper to podróż. Całoroczna. Wliczając planowanie. Kamper to wolnosc. Kamper to poszerzanie horyzontów. Kamper to ucieczka z domu. W domu ludzie umieraja. Kamper to sens życia, jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało. Opisy wypraw pochodzą oczywiście z bloga dreamsonwheels.pl